Rzecz o karpiach przemocą na Grodziec wziętych.

test2test

‚Rzecz o karpiach przemocą na Grodziec wziętych – 2008-01-12 20:54:47’, Radek Andruchów. Zabrzmi przewrotnie – do świetności i upadku Miłkowic przyczyniła się kolej. To wszystko co było z nią związane powoli odchodzi w niebyt. Już teraz trudno sobie wyobrazić, że pracę, tu, w nie tak wielkiej znów miejscowości znajdowało ponad tysiąc osób. Wiele z nich dojeżdżało z Legnicy, Chojnowa. Charakterystyczny zapach mieszaniny pary i dymu z kotłów, pohukiwanie parowozowych dymnic. Działo się to jeszcze za naszych czasów. Co z karpiami? Czym zasługują sobie na wspomnienie zaraz po kolei? Tym, że pojawiły się tu na długo przed budową pierwszej linii z Wrocławia do Bolesławca. One także miały swoje „pięć minut” na kartach lokalnej historii. Ta, którą chcę przedstawić nie zaczyna się od trzęsienia ziemi – wszak to tylko ryby. Ale do nudnych także nie należy. Zaczęło się od tak bliskiej naturze ludzkiej ciekawości i kilku przypadkowo znalezionych informacji. W miarę poszukiwań wyłaniał się obraz pewnego miejsca. Znajduje się ono na uboczu, z dala od kolei i wydarzeń zaprzątających głowy mieszkańców, ale znacie je… to stawy miłkowickie. Obniżenie terenu na północ od Brochotki. Niedoceniane walory przyrodnicze, przyjemny widok jaki się tu rozpościera – to tylko dla tych, którzy poznali i  cenią sobie tę ostoję. Dla wielu innych mniej romantyczne sąsiedztwo oczyszczalni jest już przeszkodą – więcej tu nie przyjadą. Kiedy założono miejscowe stawy? Który z nich wykopano pierwszy? Właściwie cóż ciekawego może wyniknąć z grzebania w przeszłości, pokładach mułu, tataraku i czego tam jeszcze… Jak na początku każdych poszukiwań –  nigdy tego nie wiadomo. Zaczniemy od najprostszego czyli sprawdzenia co było w tym miejscu zupełnie niedawno. Czas więc na mapy.2.gif 2_m.jpg Należało przyjrzeć się najmłodszemu i już poznanemu wydaniu z 1936r. Początek nie zapowiada się rewelacyjnie. Niestety nie ma w tym miejscu najmniejszego nawet śladu tego czego szukamy.3.gif 3_m.jpg Z Archiwum Państwowego we Wrocławiu udało się pozyskać kolejne dwa egzemplarze.  Na arkuszu z 1913r. jest zaledwie jeden mały staw i kilka niepozornych rozrodników. 4.gif Jeszcze starsza z 1901r. – na niej również nie ma żadnego zbiornika. Czym zatem był mały staw na mapie z 1913r ? Ktoś próbował zakładać pierwszą hodowlę, ale z nieznanych powodów zarzucił interes? Może nie bez znaczenia był okres I wojny światowej i brak rąk do pracy, a później kryzys gospodarczy i brak prosperity. W 1936r. już stawu nie ma. A hodowlę ryb na większą skalę zaczęto w tym miejscu dopiero po II wojnie? Może nie…Reymann”s Special Karte 1:200 000   Problemy z dotarciem do map XIX wiecznych tego terenu ( w szczególności do dokładnych map z pierwszej połowy wieku) mogą zniechęcać do jakichkolwiek poszukiwań. Jeśli pojawi się cokolwiek mniej dokładnego to już należy się cieszyć. Mapa Reymann”a – jej skala nie jest zachwycająca, ale wydawano ją od 1838 roku. Niestety, udaje się zdobyć tylko egzemplarz z 1879r. Słaba kopia – za wiele nie można się spodziewać – żadnych szczegółów. Przy tej skali mapa stałaby się nieczytelna. Jednak uwagę zwraca dwukrotnie użyta nazwa Arnsdorf. Pojawia się w miejscu, w którym nie powinna się znajdować. Już się zapalam. Ledwie czytelny napis „Arnsdorf… Teich” rozbudza wyobraźnię a następnie sprzeciw. Po pierwsze oznaczałoby to, że już przed rokiem 1879 brano stąd rybę. 5a.jpg 5b.jpg Sceptycyzm – bo miejsce, któremu nadano taką nazwę ma powierzchnię wielokrotnie większą od stawów jakie znamy dziś. To ogromny teren od dzisiejszych stawów na wschodzie aż do przedłużenia ul. Proletariackiej na zachodzie. I jest białą plamą na mapie! Tak. Dookoła tego miejsca zaznaczono wiele jezior i stawów: w Niedźwiedzicach, Grzymalinie, Jakuszowie, a „Arnsdorf…Teich” nie jest żadnym zbiornikiem. Nie ma tu wody! Czym może być? Może wcale nie chodzi o staw a o miejsce tak nazwane, gdzie dawniej stawy były…? Ślad na Grodźcu. Grodziec (389 m n.p.m.)  – szczyt w północno-zachodniej części Pogórza Kaczawskiego, zbudowany z trzeciorzędowych bazaltów dominuje nad niewielkimi wzniesieniami Pogórza w części północnej. Doskonały punkt widokowy. Przy dobrej pogodzie widziany nie tylko z Karkonoszy, ale i z wyższych budynków w Miłkowicach, wiaduktu kolejowego. Góra sprawia ponure wrażenie. Podejście na szczyt strome pomimo pnącej się spiralnie drogi. Na szczycie zamek z XIV wieku w stanie częściowej ruiny. (6a.jpg) Pierwsze wzmianki o grodzie obronnym Bobrzan pochodzą z X wieku. Później należał między innymi do rodu Bożywojów. Następny właściciel – książę legnicki (1454-1488) Fryderyk I rozbudowuje go zmieniając w murowaną twierdzę na wzór zamku w Legnicy. Zamek podupada w czasie wojny trzydziestoletniej. Odbudowany dopiero w XIX wieku. Spłonął w 1945 roku. (6b.jpg) Autor opracowań historycznych – Mariusz Olczak – w swojej książce „Grodziec” opisując dzieje zamku  przedstawia jednego z jego panów, który stara się prowadzić życie wystawne i rozrzutne – godne jego majestatowi. To tylko pozory bowiem książęca kasa zwykle świeci pustkami. Wzorem rycerzy zbójców Książę grabi więc okoliczne miejscowości. Z Lwówka zabierając barany i owce. Łupi karawany kupieckie czym naraża się swemu bratu księciu Fryderykowi IV z Legnicy, oraz biskupowi wrocławskiemu Marcinowi Gerstmannowi – namiestnikowi cesarza, do którego docierają skargi. Ale wszyscy są bezradni. Obleganie takiej twierdzy jak Grodziec przez zbrojnych biskupa na nic się zdaje. Wydaje się, że Książę jest bezpieczny i bezkarny. Przychodzą i dni liche – w swej nędzy Książę zmuszony jest do egzystencji uwłaczającej władcy jakim był do niedawna. Jego marny żywot nie różni się wówczas od tego jaki wiodą jego sługi. Żywi się suszonymi jagodami i grzybami oraz ptactwem, które z trudem w zastawione sidła łowi jego wierny sługa Schweinichen. A i te wykrada mu pospólstwo. Brakuje wina na książęcym stole, a on nierzadko sam zmuszony jest karmić trzodę, gdy czeladź zajęta jest zdobywaniem strawy. Pan na zamku po raz kolejny zamierza przypomnieć o swojej obecności młodszemu bratu w Legnicy. Czy tym razem powoduje nim bardziej nikczemność czy głód? Wydaje się, że raczej to drugie, chociaż pragnienie wygnania brata z Legnicy jest jednym z motywów. Dowiaduje się przez swoje sługi, że jeden ze stawów w Miłkowicach jest właśnie czyszczony, a ryby z niego zebrano w mniejszym. Wyrusza więc z wozami, zabiera ryby i powraca na Grodziec. Oczywiście Fryderyk spóźnia się z pogonią. Jednak postanawia nie oddać tak łatwo cennego towaru i z kilkudziesięcioma zbrojnymi osobiście pilnuje stawu urządziwszy zasadzkę kolejnego dnia.  Dowiedziawszy się o tym Pan Grodźca wysyła przez posłańców złośliwe pozdrowienia bratu. Po kilku dniach wyrusza jednak powtórnie na stawy w towarzystwie zbrojnych i trębaczy, z beczkami gotowymi na kolejny załadunek książęcych ryb. W tym czasie Fryderyk pływał łódką po stawie i wydał polecenie by strzelano, gdyby jego starszy brat ponowił zabór ryb. Tak też się stało. W zamęcie Fryderyk zmuszony był wskoczyć do wody tak, że poddani wyciągnęli go całego ubłoconego. Nie podjąwszy walki uciekł w popłochu do Legnicy…itd. Książka traktuje o Grodźcu, więc fragment o stawach nie zajmuje w niej szczegółowego opisania. Jest tylko jednym z epizodów w wydarzeniach, które miały miejsce prawie 430 lat temu. Kim był ów Książę co to kradł ryby bratu? Czy na pewno kradł? Taka zuchwałość budzi w pierwszej chwili zdumienie. Oto kolejne źródło: fragment z biografii Schweinichena, w której powyższe wydarzenia spisano. Schweinichen miał wówczas 26 lat. Rzecz dzieje się w 1578 roku, w którym książę Henryk z cesarskiego rozkazu odwołany został z rządu (tronu książęcego) i z ustalonym dochodem osiadł w Chojnowie pod panowaniem swojego młodszego brata. Jak można się domyślić Książę Henryk wybiera bardziej bezpieczny Grodziec.Przekład z niem. jest prawie dosłowny i może wydawać się zbyt surowy, ale tak należało go przedstawić: …otrzymaliśmy znowu stare owce jako prowiant. Często przyrządzano je w ośmioraki sposób, grzyby w trojaki sposób, a czarne jagody w dwojaki. To musiało wystarczyć Książęcym Wysokościom oraz nam wszystkim, a do tego złe piwo złotoryjskie. Tymczasem nadeszła jesień i teraz mogliśmy otrzymać ptactwo. Ale gdy teraz kazałem w lesie zastawić sidła, miałem wielki krzyż ze służbą, ponieważ każdy chciał biec do lasu i przynieść sobie ptaka. Chociaż Jego Książęce Wysokości teraz same zakazały, nikt nie chciał się tego trzymać, tak że musiałem dać areszt paniczom w izbie dworskiej, a czeladź posadzić do wieży. Dlatego popadłem w wielką niełaskę i to trochę jednak pomogło. Książęce Wysokości same schodziły każdego ranka i przynosiły ptaki, to była także moją rozrywką. Poza tym czas był dość nudny, chociaż nie miałem dużo spokoju, ponieważ musiałem dostarczać prowiant i dlatego musiałem się bardzo trudzić. Podczas gdy Książęce Wysokości widziały, że było trudno utrzymać się na Grodźcu i nie otrzymywały  od księcia Fryderyka żadnego deputatu, zaczęto wcześniej niż zwykle łowić ryby w miłkowickim stawie i mój pan otrzymał wiadomość, że wszystkie karpie zostały złapane i stoją w pojemnikach. Dlatego rozkazano mi zaprząść kilka wozów i książę sam pojechał do Miłkowic z piętnastoma końmi. Ponieważ był wieczór i przy dzierżakach nie można było znaleźć nikogo poza stróżem stawu, Książęce Wysokości rozkazały załadować z dzierżaków wszelakie ryby, ile tylko mogło wejść na pięć wozów i z tym udały się na Grodziec. Podczas  gdy książę zapraszał nad rybami, do Legnicy dochodzi krzyk. Następnie przyjeżdżają Kessel, burgrabia, i Hans Tschammer, koniuszy, z pięcioma końmi, aby powstrzymać wyładunek ryb, ale za powoli, gdyż wozy z rybami zostały już w większości wyładowane. Zobaczyli też, że Książęce Wysokości były osobiście i z większą siłą. Do tego Książęce Wysokości nie powiedziały do nich dobrego słowa, wzięły Kessela na stronę i powiedziały: gdzie on usłyszał, że nie przystoi mu, ma być więźniem i powinien wiedzieć, że książę postąpi z nim jak z buntownikiem. Dlatego muszą być uczciwi i podziękować Bogu, że tak odeszli. Następnego dnia musiano znowu łowić w stawie. Wówczas oczekuje książę Fryderyk, że książę Henryk znowu przyjdzie i weźmie ryby. Dlatego wyjeżdża we własnej osobie i zabiera ze sobą dwudziestu pięciu jeźdźców, podobnie pięćdziesięciu strzelców, którzy ukryją się pod tamą w krzakach. Ale Książęce Wysokości zostają w domu i wysłały mnie i obcokrajowca, Hansa Fuchsa, dowódcę z sześcioma końmi do Miłkowic, aby serdecznie pozdrowić księcia Fryderyka. Mój pan zabrał poprzedniego dnia ryby, do tego zmusiła go nędza i prosi, aby nie brać mu tego za złe. Książę Fryderyk powinien odliczyć to od należnego nam deputatu, i Książęce Wysokości uprzejmie proszą o wydanie jako deputat jeszcze większej liczby ryb. Ale książę Fryderyk patrzył złym wzrokiem, zmarszczył czoło i sam odpowiedział: dziękuje za pozdrowienie Ich Wysokości, gdy jest ono z braterskiego serca. Boli go, że przed dwoma dniami uprowadzono ryby ze zbiornika i uważa, że nic dobrego nie powstało. Był bardzo nieuprzejmy i mówił: nie wyda żadnych ryb i jeżeli wezmą ryby siłą, to on też będzie się bronił stosując przemoc. Tak pożegnałem się z księciem Fryderykiem i poprosiłem Kessela o danie rybne, chcieliśmy zjeść śniadanie w [Perschdorf]. Na to rozkazał książę Fryderyk, aby dano mi to, co zechcę. Gdy teraz przychodzę do mojego pana z taką odpowiedzią, mój pan jest niezadowolony i robi różne plany i chce wziąć ryby przemocą. Potem otrzymuje wiadomość, że książę Fryderyk następnego dnia będzie znowu łowił ryby i będzie miał przy sobie gwardię. Wówczas mój pan powiedział do mnie: „Hans, musimy zrobić żart, policz, ile możemy zdobyć koni. Wystraszymy trochę księcia Fryderyka przy miłkowickim stawie”. Ale ja nie chciałem się zgodzić i całkowicie odrzuciłem taki plan Jego Książęcej Wysokości, gdyż przez to zacietrzewiłyby się serca jedne przeciw drugim. Książę Fryderyk miałby przy sobie polską służbę ze szlachty i byliby silni. Ale Książęce Wysokości nie chciały zrezygnować lecz przyrzekły mi, że nie powiedzą żadnemu człowiekowi złego słowa, ale zobaczę, jak on popędzi księcia Fryderyka i jego ludzi. Na to zrobiłem obliczenie, że my moglibyśmy pojechać z dziewiętnastoma jeźdźcami, sześcioma strzelcami, trzema trębaczami i dwoma lokajami; z takiej liczby książę Henryk był zadowolony i rozkazał mi, abym zabrał ze sobą wóz z beczkami na ryby, książę Fryderyk nie będzie taki grubiański i daruje mu  kilka ryb. Rankiem Jego Wysokości wyruszyły z góry do [Perschdorf]. Tam otrzymały wiadomość, że książę Fryderyk pływa w łódce po stawie. Na to powiedziały do mnie Książęce Wysokości:  „Hans, nadszedł czas, ruszaj.” Teraz książę Fryderyk ustawił posterunek na końcu tamy, gdyby tylko coś spostrzegł, powinien dać hasło. Skoro tylko sługa księcia Fryderyka wystrzelił, każę trąbić trębaczowi, a potem dwóm, a potem wszystkim trzem razem. Jak mi później doniesiono, powstał wielki tumult, i książę Fryderyk i każdy jego sługa krzyczeli za swoją zbroją. A księciu Fryderykowi zrobiło się tak nieprzyjemnie w stawie, że wyciągnięto go prawie nieprzytomnego. Na ostatku wyskoczył z łódki i brodził w mule, tak zabrakło mu tchu. Jak strzelcy, których ma przy sobie książę Fryderyk, słyszą trąby, kryją się w krzakach na łące, i gdy on rozkazuje ich przywołać, nie ma nikogo. Oni wsiadają na swoje szkapy i pędzą z pięcioma sługami w kierunku Legnicy szybciej niż kłusem. Gdy inni widzą, że ich pan odjeżdża, idą za przykładem, wśród nich Leuthold von der Saale, Balthasar Nostiz i Muschelwitz. Gdy teraz Książęce Wysokości zbliżają się do nich, ściągają kapelusze i Mój Pan pozdrawia ich łaskawie i pyta, gdzie ich pan; wtedy mówią, że tego nie wiedzą. Potem Mój Pan odpowiedział, że nie przyszedł jako wróg, lecz jako brat. „Zabrałem ze sobą beczkę na ryby, sądząc, że gdy uprzejmie porozmawiam z bratem, to nie będzie nieuprzejmy i podaruje mi danie rybne. A ponieważ będę miał nieznanych gości, to chcę wziąć mendel dużych szczupaków i trzy mendle …. szczupaków i kopę karpi.” Ci, którzy mieli łowić ryby, zagubili się, a ten von der Saale zapewnił jeszcze, że Książęce Wysokości nie powinne wyładowywać ryb. Ale mój pan nie pytał o to , lecz zmusił chłopów, którzy tu przybiegli, aby weszli do zbiorników i łowili. A Książęce Wysokości same  ładowały ryby do beczek i rozkazały paniczom, aby powiedzieli księciu Fryderykowi, że nie uciekł przed nim i jego wojowniczym ludem, przyszedł w pokoju, widać, że nieczystego sumienia nie można ukryć. Książę Fryderyk powinien przyjść jutro na Grodziec i pomóc jeść ryby. Jeśli wasz pan nie chce przyjść, to przyjdźcie, jeśli jesteście uczciwymi ludźmi i nie bójcie się już, tak jak to było dzisiaj. Następnie Książęce Wysokości powiedziały do mnie: „Hans, czy nie powiedziałem ci przedtem, że chciałem wypędzić brata? Jak ci się to podoba? Chcę go również tak wypędzić z Legnicy, to nie potrwa długo” (sama tabela z tlumaczeniem.doc) (word.gif) Tłumaczenie z tekstem oryg. w j. niemieckim znajduje się tutaj.

‚Rzecz o karpiach przemocą na Grodziec wziętych – część II’, ‚2008-01-20 19:54:21’, ‚<TABLE bgcolor=”#FFFFFF” ALIGN=”CENTER”  WIDTH=”100%” CELLSPACING=”0″ CELLPADDING=”5″ BORDER=”0″>\r\n\r\n<TR>\r\n<TD BGCOLOR=”#483820″ WIDTH=”100%” ALIGN=”left” VALIGN=”top”>\r\n<center>\r\n<img src=”artykuly/rzecz o karpiach/tytul_cz_2_1b.jpg”><br>\r\n<a href=”http://www.milkowice.info/index.php?name=News&file=article&sid=79″><font size=”2″ color=”grey”> przejście do pierwszej części</font></a>\r\n</center>\r\n<br>\r\n<font size=”4″ color=”#FFF8B8″ face=”Times”> \r\n<img src=”artykuly/rzecz o karpiach/autor.gif” alt=”autor” border=”0″ align=”bottom”><i> Radek Andruchów</i><br>\r\n<br> \r\n<font size=”5″><b>D</b></font>o każdej kroniki czy biografii należy odnieść się z dystansem. Szczególnie, gdy powstaje po jakimś czasie od wydarzeń. <br>\r\n</FONT>\r\n</TD>\r\n</TR>\r\n</TABLE>’, ‚<TABLE bgcolor=”#FFFFFF” ALIGN=”CENTER”  WIDTH=”100%” CELLSPACING=”0″ CELLPADDING=”5″ BORDER=”0″>\r\n\r\n<TR>\r\n<TD BGCOLOR=”#483820″ WIDTH=”100%” ALIGN=”left” VALIGN=”top”>\r\n<font size=”4″ color=”#FFF8B8″ face=”Times”> \r\nCzęsto pisane na chwałę i ubarwiane po latach mogą odbiegać od prawdy. Ale są ważnymi, a nierzadko jedynymi dokumentami. Pozostaje tylko wierzyć, że w opisanej historii niezwykły humor, który nie opuszcza Księcia jest jedynym elementem dodającym kolorytu wyprawom na stawy.<br>\r\nO ile nie opiera się na prawdzie. No, ewentualnie jakaś zawyżona liczba sług po stronie Fryderyka i jego śpieszna ucieczka do Legnicy. Przedstawienie go w złym świetle jest tu jak najbardziej usprawiedliwione.<br>\r\nCzy opis wydarzeń podaje jakieś przesadne liczby? Znamy nie zawsze wystawne życie na Grodźcu. Schweinichen nie zastanawia się nad tym – podaje wprost, że była to męka. Nie mogą wystawić dużej liczby konnych – tylko dziewiętnastu, i zaledwie sześciu spieszonych. Wierny sługa mógł śmiało zaokrąglić do 20 i 10. Książę sam ładujący ryby do beczek…<br>\r\n Mnie przekonuje ta opowieść. Jest takie stare powiedzenie. Pewnie za często ją czytałem…<br>\r\n <br>\r\nTyle o wydarzeniach – same postaci są jak najbardziej historyczne. Naszymi bohaterami są książęta legniccy: <b>Henryk XI</b> i <b>Fryderyk IV</b>.<br>\r\nCzas na przedstawienie pierwszego, jako że jego występki, hardość, perypetie życiowe znacznie bardziej intrygują. Kilka faktów z historii pozwoli na odniesienie się do opisanych waśni między braćmi i zrozumienie motywów ich działań, a także na poznanie zakończenia sporu.<br>\r\n<center>\r\n<img src=”artykuly/rzecz o karpiach/henryk_xi.jpg” alt=”Wizerunek Henryka Legnickiego  XI, księcia brzesko-legnickiego z rodu Piastów Śląskich.” border=”0″ vspace=”5″>\r\n<br>\r\n<font size=”2″>\r\nWizerunek Henryka Legnickiego  XI, księcia brzesko-legnickiego z rodu Piastów Śląskich.\r\n</font>\r\n</center>\r\n<br>\r\nZniecierpliwiony czytelnik może pominąć ten odnośnik i powrócić do niego później. <a href=”http://milkowice.info/index.php?name=Sections&req=viewarticle&artid=18&page=1″><font color=”gray” size=”4″><b>Henryk XI – informacje historyczne.</b></font></a><br>\r\n<br>\r\n<font size=”5″ color=”#B8A070″ face=”arial”>\r\nZaginiony staw – Księstwo Legnickie 1736 1:95 000\r\n</font><br>\r\n<br>\r\nZarówno u M. Olczaka jak i we fragmencie biografii mowa jest o stawie (lub stawach).<br> \r\nW zależności od wersji: jeden jest czyszczony zaś inny jest na tyle duży by można było po nim pływać łodzią. Jest też tama służąca spiętrzaniu wody, łąka z zaroślami, w których kryje się oddział strzelców oraz stróż pilnujący książęcych stawów. W końcu chłopi – z Miłkowic – zmuszeni do łowienia.<br>\r\nMamy opis miejsca sprzed 430 lat, a wciąż brakuje pewności. Czy w ogóle istniały i co z lokalizacją.?<br> \r\nDarmo by szukać naszego stawu na mapach z lat 1600-1700. Im bardziej cofamy kalendarz tym bardziej mapy przypominają dzieła sztuki i nie mają nic wspólnego z zasadami triangulacji. Zaznaczano tylko większe zbiorniki lub w ogóle rezygnowano z nanoszenia ich na mapę.<br> \r\n<br>\r\nPrzykłady:<br>\r\n<br>\r\n<center>\r\nMapa Janssoniusa  <i>DUCATUS SILESIAE LIGNICIENSIS</i><br>\r\n<br>\r\n<a href=”artykuly/rzecz o karpiach/7-1638.jpg”><img src=”artykuly/rzecz o karpiach/7-1638_m.jpg” border=”0″></a><br>\r\nFragment egzemplarza z 1638 roku – proszę zwrócić uwagę na niewłaściwe umiejscowienie Jezierzan.<br>\r\n<br>\r\n<a href=”artykuly/rzecz o karpiach/7-1662.jpg”><img src=”artykuly/rzecz o karpiach/7-1662_m.jpg” border=”0″></a><br>\r\nEgzemplarz z 1662 roku.<br>\r\n<br>\r\n<a href=”artykuly/rzecz o karpiach/7-1666.jpg”><img src=”artykuly/rzecz o karpiach/7-1666_m.jpg” border=”0″></a><br>\r\nFragment z roku 1666.<br>\r\n<br>\r\n<a href=”artykuly/rzecz o karpiach/8-1692-1694.jpg”><img src=”artykuly/rzecz o karpiach/8-1692-1694_m.jpg” border=”0″></a><br>\r\nMapa terytorium Dolnego Śląska z 1694r. (uwaga, orientacja wschodnia)<br>\r\n<br>\r\n</center>\r\nPoszukiwania chwilowo grzęzną w martwym punkcie do czasu pojawienia się nowego źródła.<br> \r\n<a href=”http://milkowice.info/index.php?name=Sections&req=viewarticle&artid=22&page=1″><font color=”gray” size=”4″>Artykuł o  pojezierzu legnickim</font></a> opisuje przemiany jakie dokonały się w dorzeczu Odry w ciągu ostatnich stuleci. Wiedza znana raczej niewielkiemu gronu badaczy – geografów, botaników czy historyków zajmujących się tzw. Pojezierzem Legnickim – dziś nieistniejącym. Mowa w nim o dawnym wyglądzie (między innymi) miejsca na którym położone są Miłkowice. <br>\r\nJeszcze 200 lat temu w pobliżu Legnicy istniało wiele jezior, oczek leśnych, zagłębień wypełnionych wodą, bagien. Skąd o tym wiadomo? Z mapy Księstwa Legnickiego z 1736 roku, na którą informator się powołuje.<br>\r\n<br> \r\nOd początku wiązałem z nią wielkie nadzieje. Miała potwierdzić lub zaprzeczyć istnieniu stawów, jeśli nie w czasach Henryka XI to przynajmniej 150 lat po jego panowaniu. I potwierdza… To co ukazało się moim oczom przerosło najśmielsze oczekiwania.<br>\r\n<br> \r\nWielki staw, ogromny! Jego lokalizacja odpowiada obszarowi na mapie z 1879r. Młodsza mapa… A więc nie przekłamywała! Obok historii z kradzieżą ryb to kolejny cenny dowód. Mapy nie znajdziemy na stronie więc na razie musi wystarczyć kserokopia jej fragmentu. Tak wyglądało to miejsce około 270 lat temu:<br>\r\n<br>\r\n<center>\r\n<a href=”artykuly/rzecz o karpiach/9a.jpg”><img src=”artykuly/rzecz o karpiach/9a_m.jpg” border=”0″ hspace=”10″></a>\r\n<a href=”artykuly/rzecz o karpiach/9b.jpg”><img src=”artykuly/rzecz o karpiach/9b_m.jpg” border=”0″ hspace=”10″></a>\r\n</center><br>\r\n<br>\r\nPojedynczy, duży staw – nie kilka jak można było oczekiwać. Gdzie podziały się groble? Czyszczenie takiego olbrzyma, odławianie wymagałoby więcej zachodu. Czy mapa podaje prawdziwą informację? Uzasadnione pytanie, ale na tym etapie należy przyjąć, że kartograf raczej nie dokonał żadnego uproszczenia i w owym czasie był tu tylko jeden wielki zbiornik. Wystarczy zwrócić uwagę na stawy goliszowskie czy pątnowskie, które wyraźnie nakreślono jako pojedyncze, mniejsze.<br> \r\nKolejne pytanie zasieje więcej wątpliwości – czy woda rozlewała się tu na tak wielkim obszarze? Można pokusić się o pewne doświadczenie  i nanieść mapę z 1736r. na młodszą o 200 lat. Doszukamy się wielu zbieżnych elementów.<br>\r\n<br>\r\n<center>\r\n<a href=”artykuly/rzecz o karpiach/10c.jpg”><img src=”artykuly/rzecz o karpiach/10c_m.jpg” border=”0″ hspace=”10″></a>\r\n</center>\r\n<br>\r\nRok 1736 –  data wydania mapy a zarazem tragicznego wydarzenia, które mieszkańcy Dolnego Śląska na długo mieli zapamiętać. „Wielka woda” – katastrofalna powódź jaka nawiedziła dolinę Odry. Wtedy również opisywano ją jako powódź stulecia – była szczególnie uciążliwa i długotrwała. Deszcze padały prawie nieprzerwanie od maja do września. Trwała tak długo ponieważ nieregulowana rzeka posiadała wiele zakoli i dolinę właściwie niezabezpieczoną wałami. Przy małym spadku wzdłużnym woda podnosiła się z wolna i równie długo opuszczała zalane miejsca.<br>\r\nCo wspólnego ma ta tragedia z zaginionym stawem? Jego zniknięcie można kojarzyć z długotrwałym procesem zainicjowanym po niesławnej powodzi.  Rozpoczęto regulację Odry w celu przyspieszenia odpływu wody w sytuacjach zagrożenia powodziowego. Miedzy innymi przekopywano zakola skracając w ten sposób koryto i jednocześnie doprowadzając do zwiększenia spadku wzdłużnego.<br> \r\nW efekcie przyspieszenia nurtu rzeki doszło do erozyjnego pogłębiania koryta, a w następstwie obniżenia lustra wody na prostowanym odcinku. Zjawisko nasilało się wraz z następnymi regulacjami w połowie XIX wieku, kiedy znacznie rozwinęła się żegluga i wzrósł tonaż barek. Wymagało to zwiększenia odpowiednich dla statków głębokości rzeki. Realizowano to przez „zmieszczenie” rzeki w jeszcze węższym i głębszym korycie, utrzymywanym w ryzach dzięki ostrogom z faszyny. Doprowadziło to do nasilenia erozji dna i obniżenia lustra.<br> \r\nAutomatycznie  skutki zjawiska przeniosły się na dopływy, zmniejszył się średni stan wód. Przepływowe jeziora włączone w sieć dorzecza Odry zredukowały powierzchnię – najpierw o brzeżne płycizny – oraz głębokość.<br> \r\nProwadzone w drugiej połowie XIX wieku intensywne prace melioracyjne oraz rozpoczęta po 1874 r. nowoczesna regulacja Odry spowodowały ostatecznie zniknięcie najpłytszych z nich, osuszenie podmokłych zagłębień.<br>\r\n<br>\r\nWydaje się, że nasz staw podlegał podobnym regułom. Miejsce, w którym pierwotnie się znajdował było wprost idealne do jego założenia bez konieczności kopania. Było tu zdecydowanie więcej wody.  Przy wyższym od dzisiejszego stanie wód gruntowych teren ten mógł być stale podtapiany, a przez jego środek  płynęła jeszcze jedna niewielka rzeka. Jej spiętrzenie wystarczało do powstania rozlewiska.<br> \r\nNa podstawie obserwacji odległości między poziomicami na mapie można stwierdzić, że jest tu dość płasko z nieznacznym spadkiem w kierunku wschodnim, dlatego staw nie musiał być głęboki, ale to tłumaczyłoby jego wielkość. Niewielkie podniesienie poziomu wody skutkuje większą zmianą w powierzchni takiego zbiornika.<br>\r\nCzy stary wał  z drogą do Grzymalina był jednocześnie jego groblą? Nie ma wątpliwości, że droga  istniała o czym świadczą cztery mosty pomiędzy Miłkowicami a Grzymalinem na mapie z 1736 r. <br>\r\nPunktami orientacyjnymi służącymi do potwierdzenia jego rozmiarów są w zasadzie dwa cieki: Brochotka i rów na północy wpadający do Kanału Karola.<br>\r\nWażne było zachowanie proporcji w stosunku do innych znajdujących się w pobliżu jezior i bagien z zasilającymi je rzekami. Poziomice okazały się mało przydatne z powodu wspomnianych odległości. Wyjątek stanowić może określenie środka stawu. Tu poziomice mają kolisty kształt.  Oczywiście na mapę z 1936 r. naniesiono tylko jego przypuszczalne granice. Pewną zagadkę stanowi rzeka uchodząca z dawnego stawu i wpadająca do Kanału Karola . Jeśli byłaby tą samą co dzisiejszy odpływ to powinna wpadać do Brochotki…<br>\r\n<br>\r\nI przy okazji – Jezierzany niekoniecznie są wyrobiskiem żwirowym jak wcześniej pisałem. Rzekomo czerpano stąd materiał na nasypy i niwelację gruntu przy budowie kolei w XIX wieku. No chyba że eksploatowano jezioro jakąś mokrą metodą …<br>\r\n<br>\r\nCo stało się później? Opis mechanizmu osuszania i wygląd niecki na  późniejszej mapie nie wymagają w zasadzie komentarza. Podmokły jeszcze teren meliorowano oplatając go gęstą siecią rowów, pozyskując na pastwiska i uprawy. Zasilająca staw rzeka  zniknęła. Z mapy XVIII wiecznej wynika, że w rzeczywistości była to północna odnoga Brochotki, która przy końcu Siedlisk rozwidlała się. <br>\r\nMożliwe, że wcale nie wyschła, ale przekierowano jej nurt z powrotem do południowego koryta. Przebieg Brochotki miedzy Siedliskami a Miłkowicami jest co najmniej dziwny i nosi ślady dużych ingerencji. Pozostało wiele do wyjaśnienia w kwestii regulacji rzek w tym miejscu. Możliwe, że rów tuż przy dworcu kolejowym z przebiegiem częściowo pod ziemią, przecinający następnie ul. Niedźwiedzicką, idący za boiskiem i gimnazjum, łączący się jeszcze ze strumieniem z ul. Proletariackiej i wpadający do Brochotki za rzeźnią to jej dawne południowe, mniejsze (?) koryto.<br> \r\nBardzo mokro było jeszcze 100 lat temu w rejonie dworca. Ale to już inny temat.<br>\r\n<br> \r\nO ile ustalenie wielkości i położenia stawu z 1736 r. nie stanowiło większych problemów to podobna próba ze wskazaniem miejsca, w którym Fryderyk IV pływał łodzią a Schweinichen widział tamę nie ma najmniejszego sensu. Opierałaby się wyłącznie na domysłach. Dziś wodę zasilającą stawy spiętrza się na Brochotce – jedynej jaką znamy. One same zajmują już tylko czwartą część dawnego areału. Ale był czas, kiedy  całkowicie zaprzestano hodowli. <br>\r\n<br>\r\nObecnie karpie mają się chyba dobrze. Jeśli trafią na wasze stoły to możecie być pewni, że pochodzą z książęcych stawów. Mam nadzieję, że właściciele wybaczą to ostatnie zdanie.<br>\r\n<br>\r\n<center>\r\nKONIEC\r\n</center>     \r\n\r\n</TD>\r\n\r\n\r\n</TR>\r\n\r\n</TABLE>’, 575, 1717, 10, ‚Radosław_Andruchów’,

 

 

Dziewiąta sesja rady gminy Miłkowice 30.06.2015

Dziewiąta sesja rady gminy była sesją, jak potocznie się to nazywa, absolutoryjną.
Czym jest absolutorium w przypadku samorządu gminnego? W skrócie zatwierdzeniem i stwierdzeniem prawidłowego (a więc zgodnego z prawem) gospodarowania  pieniędzmi odebranymi, jakby nie było – pod przymusem, podatnikom.

W tym przypadku sprawa dotyczyła roku 2014, a więc tego, w którym urząd wójta gminy sprawował pan Waldemar Kwaśny.

Posiedzenie rozpoczęło się o godzinie dwunastej (00:02:25 nagrania) i po kilku kurtuazyjnych powitaniach, gratulacjach  i wręczeniach bukietów kwiatów nowym sołtysom (po podziałach sołectw Rzeszotary-Dobrzejów i Ulesie-Lipce)  przewodniczący, (prowadzący obrady) radny, pan Tadeusz Gładysz przeszedł do meritum.

Zanim to jednak nastąpiło, radni złożyli, bądź zgłosili swoje interpelacje (00:08:15). Cieszy mnie, że mniej jakby „interpelacji” o dziurach w drodze, krzakach i tym podobnych pierdółkach, które powinny być załatwiane na bieżąco, a nie czekać na sesję, (interpelacja powinna mieć odpowiednią wagę, a więc najlepiej formę pisemną i dotyczyć „spraw istotnych i ważnych dla gminy”). Radny, pan Józef Dumkiewicz zwrócił uwagę na sprawę niszczonego przez tiry pobocza drogi w Ulesiu (00:08:15). Pojawił się ważny  problem, poruszony przez radnego, pana Jacka Wielczyka (00:11:13) dotyczący umorzeń podatku od nieruchomości udzielonych panu Grzegorzowi Cybulskiemu (ważny interes podatnika), których przez parę lat nazbierało się ponad 60 tys. złotych. Radny wnioskował by sprawdzić na podstawie jakich kryteriów poprzedni wójt tak hojnie dysponował gminną kasą.

Następnie w tym punkcie przewodniczący popełnił proceduralny błąd i swoje „interpelacje” złożyli radna powiatu Legnickiego, pani Mirosława Stachura (sprawa dziury przez którą wchodzą dzieci do zrujnowanej stołówki PKP), oraz sołtys Siedlisk, pan Bogdan Dąbrowski (sprawa zbyt dużej, jego zdaniem, kwoty przyznanej  Czarnym Miłkowice).

W kolejnym punkcie wójt gminy Miłkowice, pan Dawid Stachura, przedstawił informację z okresu pomiędzy sesjami, o ważnych sprawach z życia urzędu i gminy. Tutaj polecam każdemu, kto chce więcej wiedzieć, odsłuchanie nagrania (00:14:50 do 00:46:00), bo pada bardzo dużo ciekawych informacji, przedstawionych przez nowego wójta ze swadą i szacunkiem dla rozumu słuchacza.

Część pierwsza:

Część druga:

c.d.n.